Edukacyjna sztuka Teatru Zwierciadło

Teatr już od najmłodszych lat wywoływał we mnie bardzo pozytywne skojarzenia. Dlaczego? Może z powodu rytuału towarzyszącego wybieraniu się na przedstawienie? Albo cukierni, do której zawsze po spektaklu zwykliśmy wstępować? Nie wiem. Dość powiedzieć, że zawsze lubiłem siedzieć wśród elegancko ubranych osób, najlepiej w pierwszym rzędzie, i chłonąć tę atmosferę oczekiwania. Uwielbiałem również te momenty, gdy przy pysznym ciastku lub gałce lodów dyskutowaliśmy o właśnie obejrzanej sztuce.

Podziwiałem aktorów. Nie traktowałem ich jak zwykłych ludzi, lecz bardziej jako pośredników pomiędzy światem nadnaturalnym i widzami. Może właśnie dlatego wobec sztuki Teatru Zwierciadło pt. „Bez znieczulenia” miałem tak wysokie wymagania. Teraz, po zapoznaniu się z nią, mogę powiedzieć, że uczucia mam mieszane. To, na co zwróciłem uwagę to przewidywalność. Mówię to z przykrością, ale od początku domyślałem się, jak sztuka się skończy. Autorzy wyznaczyli sobie cel, by sztuka była edukacyjna. Skutek był taki, że cała fabuła podporządkowana została bez reszty temu zadaniu.

Spektakl miał również wiele zalet. Znakomita gra aktorska, a także piękny podkład muzyczny, tworzyły razem coś, co mnie osobiście bardzo wzruszało. Nie mogę zapomnieć również o zaangażowaniu, z jakim aktorzy odgrywali swoje role. A przecież to jedna z ważniejszych rzeczy.

Podsumowując stwierdzić należy, że spektakl teatru Zwierciadło ma zarówno swoje bardziej jak i mniej udane strony, lecz jego obejrzenie dostarcza wielu przemyśleń.

 

Kamil Wiśniewski


-->