Sukces Arkadiusza Dudy w 40. Biegu Piastów

Arkadiusz Duda, uczeń klasy III Technikum Masażu, uczestniczył w ostatnich dniach lutego 2016 r. w Pucharze Polski Niewidomych i Słabowidzących w biathlonie oraz Mistrzostwach Polski w Narciarstwie Biegowym w Szklarskiej Porębie. Zawody zorganizowano w ramach jednej imprezy – 40. Jubileuszowego Biegu Piastów.
W rozgrywkach udział wzięli również uczniowie z Gimnazjum w Laskach: Paweł Nowicki i Dawid Nowakowski. Opiekunem zawodników był pan Tadeusz Koc.
Podczas rywalizacji w biathlonie 25 lutego 2016 r., na dystansie 5 km, Arek Duda (z czasem 21 minut) był drugi na osiemnastu zawodników. Srebro zdobył również za biegi na dystansach 10 i 15 km w Mistrzostwach Polski 27 i 28 lutego 2016 r.
Arkowi i pozostałym uczestnikom rozgrywek serdecznie gratulujemy osiągniętych wyników.
Poniżej fotografie z zawodów oraz wywiad pani Aleksandry Rogalskiej z Arkadiuszem Dudą zamieszczony w numerze trzecim gazetki szkolnej O czym szumią Jabłonki?


Agnieszka Krasnodębska

 

Pan Tadeusz Koc, Arkadiusz Duda, Paweł Nowicki i Dawid Nowakowski  Zawodnicy z Lasek z panem Tadeuszem Kocem i Mateuszem, przewodnikiem Arka  Medale i puchary zdobyte przez Arkadiusza Dudę

 

Koleją po sreberko
Z Arkiem Dudą rozmawia Aleksandra Rogalska
Arku, doszły mnie słuchy o Twoich sukcesach sportowych. Opowiedz proszę, w jakich zawodach ostatnio brałeś udział.
To był Puchar Polski Niewidomych i Słabowidzących w biathlonie oraz Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Biegowym w Szklarskiej Porębie. Zawody zorganizowano w ramach jednej imprezy – 40. Jubileuszowego Biegu Piastów. Był to tygodniowy wyjazd pod opieką Pana Tadeusza Koca. Z naszej szkoły pojechałem tylko ja, a z gimnazjum – Paweł Nowicki i Dawid Nowakowski. I jeszcze dołączył do nas mój przewodnik, z którym biegam od zeszłego roku, Mateusz z Warszawy.

Jak spędzaliście czas w ciągu tego tygodnia?
Wyruszyliśmy nocnym pociągiem, 22 lutego, do ośrodka i na drugi dzień, we wtorek, był już trening – we własnym zakresie. Pojechaliśmy kolejką na trasę do Jakuszyc i tam mieliśmy tzw. „rozchodzenie się”. Kiedy wróciliśmy, wieczorem, odbył się kolejny trening – strzelania z karabinku, taki „na sucho”.

Jakie są zasady w strzelaniu, w biathlonie?
Biathlon to bieg na nartach na określonym dystansie, w czasie którego zawodnicy zajmują stanowiska na strzelnicy i oddają pięć strzałów w środek tarczy. Jeżeli się nie trafi jest dodatkowe 150 m do przebiegnięcia za każdy niecelny strzał. Lokalizuje się tarczę w ten sposób, że ma się słuchawki na uszach i trzeba wyłapać najwyższą tonację dźwięku. I wtedy najlepiej wstrzymać oddech, uspokoić się i strzelić. Mi się zdarzało nieraz na treningu, że trafiałem w środek tarczy. Gdy dochodzi adrenalina albo ciekawość, wystarczy mocniej pociągnąć za spust, wtedy karabinek lekko się przesunie i już jest strzał niecelny. Także trzeba być bardzo precyzyjnym i zachować spokój.

Wróćmy do chronologii zdarzeń, co robiliście kolejnego dnia, w środę?
W środę, po śniadaniu podjechaliśmy busikiem na trasę, a później zjechaliśmy saniami ciągniętymi przez skuter do schroniska. To było przyjemne. Ostro nas też przewiało. Odbywały się tam zawody, ale my mieliśmy trening. Można było sobie samemu zorganizować, jak się będzie trenowało, np. z instruktorami przebiec określony dystans, postrzelać, a później napić się herbaty i odpocząć. O 15.00 był obiad w schronisku, a po obiedzie wróciliśmy do ośrodka. Jeszcze wieczorem, kto chciał, mógł iść postrzelać, ale ja miałem dosyć tego dźwięku, tych strzałów. No a w czwartek zawieźli nas w to samo miejsce, rozłożyli sprzęt i już odbywały się zawody, pierwszy start.

Na jakim dystansie?
To był dystans 5 km. Biegłem razem z moim przewodnikiem, Mateuszem. Po 2,5 km biegu było strzelanie, w pozycji leżącej. Słuchawki na uszy, ustawić karabinek, opanować zmęczenie i oddech, i pięć strzałów trzeba oddać. Mnie się udało strzelić pięć razy w środek tarczy i nie było kary.

Super!
Co strzał wstrzymywałem oddech, żeby mi się karabinek nie poruszył. (Arek uśmiecha się) Chociaż z żadnym lękiem się nie kładłem, myślałem co będzie, to będzie, a później było kolejne 2,5 km dystansu i koniec.

Czy to była trudna trasa do pokonania?
Dla mnie to była łatwa trasa. Na początku lekki podbieg, później w dół, w dół, ale nie ekstremalnie. Prosta linia, może lekkie skręty w torach i na samym końcu nawrót, i w drugą stronę, taka pętelka, podobnie jak na basenie.

A kiedy biegli twoi koledzy?
Oni startowali zaraz po mnie, razem było osiemnastu zawodników. Ja miałem czas 21 minut i byłem drugi na osiemnastu. Zawodnikowi, który mnie pokonał, zdarzyła się kara za niecelne strzały, natomiast był on lepszy w bieganiu. Potem pojechaliśmy na kolację, w czasie której było wręczenie medali.

A na drugi dzień, w piątek, kolejne zawody?
W ogóle, już w czwartek po kolacji, jak tylko się skończyło wręczanie nagród, odbyła się odprawa techniczna przed kolejnymi zawodami. Niektórzy z biorących udział w biathlonie już pojechali, zmienili się organizatorzy, natomiast zawodnicy zostali ci sami. W piątek zaczęły się Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Biegowym. My mieliśmy jeszcze w piątek trening we własnym zakresie, później obiad, regeneracja, sauna i w sobotę biegliśmy na dystansie 10 km, już bez strzelania. Podzielono nas na kategorie wiekowe: niewidomi i słabowidzący, i tu była bardzo zacięta walka. Dawid Nowakowski był pierwszy, Paweł Nowicki zaraz za nim. Ja byłem tuż za Pawłem i chciałem go dogonić, ale niestety upadki sprawiły, że mi „odjeżdżał”.

Czyli zdarzyły się upadki, trudniejsze chwile?
Tak, upadki się zdarzają głównie na tych biegach, bo podczas biathlonu mniej. Miałem czas 46 min i jestem w sumie bardzo zadowolony, bo to był bieg bez żadnych intensywniejszych przygotowań, no i zająłem w swojej kategorii drugie miejsce. Paweł Nowicki mnie pokonał. Na drugi dzień, na dystansie 15 km, również był lepszy i też zająłem drugie miejsce.

A jednak jesteś zadowolony?
Jestem zadowolony, zwłaszcza z „dychy”, „piętnastka” była już kolejnego dnia w niedzielę. To była dosyć trudna trasa, dużo podbiegów i dawało mi o sobie znać niepływanie, zaprzestanie sportów wyczynowych. Kondycja mi spadła, dlatego już na podjazdach byłem bardziej podatny na utratę równowagi, zmęczenie.

Czy to oznacza, że wracasz do pływania?
Nie! (ha ha ha) Nie, do wyczynowego sportu już nie wracam, ale taki wyjazd jak ten, raz do roku, to tak. Dla takiej właśnie satysfakcji, żeby mieć co wspominać później. Ten wyjazd różnił się dla mnie od wcześniejszych, kiedy uprawiałem sport wyczynowy tym, że był taki na luzie, dla frajdy, bez spiny.   

Arku, gratuluję i dziękuję za rozmowę.


-->